wydarzenia

XI Festiwal Nitów i Korozji. Stado Baranów i Movendus zorganizowali wspaniały, niedzielny rajd!

XI Festiwal Nitów i Korozji odbył się właśnie dzisiaj! Aż 126 załóg wybrało się na niedzielny rajd. Którędy prowadziła trasa?

XI Festiwal Nitów i Korozji – gdzie jest rdza, ja się pytam?

Zacznimy od tego, że XI Festiwal Nitów i Korozji nie obfitował w pojazdy ociekające rdzą i patyną. Dlaczego? Być może dlatego, że te nie dojechały, rozpadły się, a może dzisiaj już jest to bardzo passe, by mieć skorodowane auto i się tym szczycić. 😉
Jedno jest jednak pewne – kilka pojazdów wzbudziło moje szczere zainteresowanie. I dzisiaj zapraszam Was na przegląd tych ciekawszych, za którymi obróciłam się aż z aparatem!

Zacznijmy od początku. Na starcie przywitało mnie naprawdę wiele załóg. Choć było jeszcze sporo przed odprawą, parking był cały zapełniony, a uczestnicy byli zmuszeni zostawić swoje wozy na ulicy. Fantastyczny widok rozrzuconych gratów po ulicy Prądzyńskiego! Trasa prowadziła z Woli na Dolny Mokotów. Rajd został obliczony na… optymistyczne 5 godzin.

Nie zabrakło mojej ulubionej Lambretty. Jak zwykle prezentowała się wspaniale. Stara Warszawa i kilkadziesiąt innych pojazdów musiało oddać głos organizatorom. Szybkie omówienie trasy, itinerera, kilka niezrozumiałych pytań…. i w drogę! Hej!

Niektórzy już z pierwszego zakrętu poszli bokiem. Nie sposób było tego nie zauważyć – głośny ryk silnika, nieco dymu z wydechu. Niech Was nie zmylą te zabytkowe tablice. Choć część pojazdów chciała zdobyć tym uznanie gapiów i organizatór, nic z tego. Prawdziwi bohaterowie jeszcze nie wyruszyli ze startu!

Bardzo łatwo było przegapić już pierwszy punkt kontrolny. Znajdował się on dosłownie kilka metrów po starcie. Ależ zmyłka! Niektóre ekipy, pewnie te nieco bardziej doświadczone, zwalniały przy nim, niektóre cofały się po fakcie, a inne wrzucały trójkę i gnały przed siebie w rytm piosenki „I don’t care”! To szanuję.

Trzeba przyznać, że poranna mgła dodała nutki tajemniczości temu dniu. Później pogoda się poprawiła, a jesienne kolory w połączeniu z pierwszymi metrami trasy sprawiły, że nawet od BMW czy Peugeota 205 trudno było odwrócić wzork!

Oddajmy w końcu głos modelom wyróżniającym się z tłumu!

Pojawił się Fiat X1/9, Wołga w kombi, Chevrolet pickup. Nie zabrakło również ciekawej reprezentacji szwedzkiej.

UWAGA: ciekawostka. Rok 2021, Lancia Dedra w ruchu.

Tutaj wspaniały okaz jeszcze na czarnej blaszce.

Nie obyło się bez incydentów przyprawiających o zawał! Załoga jadąca różową Pandą prawie, że nie wyruszyła ze startu. Uratowała ją jednak inna, pomocna ekipa. Skończyło się na szczęście jedynie na wdzięcznym i efektownym przepchaniu auta kilka metrów po parkingu. Brawo dla różowych – z uśmiechem na ustach bręli w ten rajd przez cały czas!

Był to już XI Festiwal Nitów i Korozji. Co najważniejsze, odbył się o po pięciu latach przerwy. Wszyscy porzucili już nadzieję, że kiedykolwiek odbędzie się on jeszcze raz. Jak widać, sporo zmieniło się przez te kilka lat. Dzisiaj klasyki i youngtimery to już nieco inne pojęcia, niż wspomniane 5 lat temu. Czy to gorzej? Dajcie znać, chętnie poznam Wasze zdanie na ten temat.

Nie mniej, brawo Stado Baranów i Movendus! Czekam na kolejne takie „strzały” 🙂