#BackTo50s

Powrót do lat ’50 i kolorowy świat Pin-up Girls

Dziś cykl #BackTo50s w nieco innej odsłonie. Porozmawiamy nie tylko o autach, ale także o pewnym popularnym trendzie z lat 40’ oraz 50’ ubiegłego wieku.

Ponadto, przygotowałam dla Was kilka grafik autorstwa legendarnego ilustratora Gila Elvgrena, do których obejrzenia oczywiście Was zapraszam. Jestem ciekawa, które z przedstawionych aut rozpoznajecie?

Zanim jednak zanurzymy się w świat pięknych kobiet, kolorowych sukienek i samochodów… co to Pin-up i z czym to się je?

Co to właściwie jest Pin-up?

Pokrótce, wyrażenie Pin-up oznacza dosłownie „przypiąć”. To trend mający swoje korzenie w latach czterdziestych i pięćdziesiątych ubiegłego wieku w USA. Amerykańscy chłopcy i mężczyźni przypinali sobie na szafkach – bądź wieszali na ścianach – portrety i zdjęcia modelek, ale też zwyczajnych, atrakcyjnych dziewczyn.

Często można je było spotkać również u mechaników, bo czymże jest prawdziwy, szanujący się warsztat samochodowy bez kobiety na ścianie? 🙂

Portrety Pin-up Girls nie wisiały tylko na ścianach. Ich podobizny pojawiały się także na samolotach i wydaje mi się, że właśnie to jest najbardziej kojarzone. Takie grafiki były bardzo popularne podczas II Wojny Światowej. Oprócz samolotów, aktualnie Pin-up Girls nieodłącznie kojarzą się z hot rodami i customami. Często można je zresztą spotkać na różnych zlotach i wystawach. Spotkacie tam i mnie. 🙂

Jak prezentuje się Pin-up Girl?

No dobra, a jak wyglądała taka typowa Pin-Up Girl? Była lekko zaokrąglona, miała szerokie biodra, wydatne piersi i wcięcie w talii. Występowała zazwyczaj w rozkloszowanych sukienkach (po latach stały się one symbolem mody lat ’50) czy bieliźnie. I tu zaznaczam, że wbrew stereotypom Pin-up nie ma nic wspólnego z pornografią. Obowiązkowym elementem była czerwona szminka na ustach, czarna kreska na oku i pończochy. Ale te – tylko na pasie.

Która z grafik podoba się Wam najbardziej? Ile aut na nich przedstawionych rozpoznajecie? Koniecznie dajcie znać.

Wasza Mrs. Petrolhead

Poprzednie teksty Oli:

Facebook